Kolekcja warta Porsche

W świecie, w którym polityczna analiza coraz częściej ulega formatowi fake newsów, Witold Jurasz pozostaje postacią wyjątkową – kimś, kto łączy doświadczenie twardej dyplomacji z rzadko spotykaną dziś skłonnością do myślenia w kategoriach długodystansowych. Podobne podejście ma także do swojej największej pasji – prospektów samochodów.

   

Z wykształcenia i praktyki dyplomata, przez lata związany z polską służbą zagraniczną, pracował m.in. w Moskwie oraz w Mińsku, gdzie pełnił funkcję chargé d’affaires. To doświadczenie — zdobywane w dwóch kluczowych dla polskiej polityki wschodniej ośrodkach — ukształtowało jego sposób myślenia o relacjach międzynarodowych: pozbawiony złudzeń, skupiony na interesach państwa, ale jednocześnie wyczulony na niuanse i kontekst historyczny. Za wschodnią granicą Polski każde dyplomatyczne potknięcie mogło doprowadzić do eskalacji niepotrzebnych konfliktów. W tym wszystkim niecodzienne spojrzenie naszego bohatera na sytuację oraz poczucie humoru potrafiły przełamywać lody nawet tam, gdzie było ich aż nadto. Pracując w dyplomacji Jurasz nie rezygnował nigdy ze swojej drugiej obok polityki pasji, czyli motoryzacji. Jak zauważa nasz bohater było to wyrazem dbałości o zdrowie emocjonalne. „Nie da się w Rosji zajmować polityką i nie mieć jakiejś odskoczni”.

Po zakończeniu kariery dyplomatycznej Jurasz stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych komentatorów polityki zagranicznej w Polsce. Jego analizy — publikowane i komentowane w mediach — wyróżniają się precyzją, niechęcią do uproszczeń i gotowością do formułowania tez niepopularnych, jeśli wynikają z chłodnej oceny sytuacji. Nie jest publicystą, który podąża za dominującym nastrojem; raczej takim, który próbuje go korygować.

I właśnie te cechy – analityczna dyscyplina, przywiązanie do detalu, przekonanie, że rzeczywistość należy czytać uważnie – znajdują swoje zaskakujące odbicie w jego prywatnej pasji. Witold nie jest bowiem typowym kolekcjonerem. Nie gromadzi obiektów oczywistych ani nie buduje prestiżu kolekcji poprzez spektakularne, łatwe do wycenienia artefakty. Jego domeną są prospekty – drukowane świadectwa epok, materialne kapsuły czasu, w których technologia, design i marketing spotykają się na stronach precyzyjnie zaprojektowanych publikacji. W Polsce to nisza niemal hermetyczna, ale jego zbiór należy do największych i najbardziej wyspecjalizowanych w kraju.

Bliskowschodnie początki

Historia tej kolekcji zaczyna się daleko od europejskich salonów i motoryzacyjnych muzeów. Pierwsze prospekty mały Witold zbierał jako dziecko, przebywając z rodzicami na placówce w Iraku. Pobyt w Iraku oznaczał częste wyprawy do Kuwejtu — miejsca, w którym znajdowały się salony najważniejszych marek motoryzacyjnych. Było tam wszystko, co definiowało prestiż motoryzacji tamtego czasu.

Dyplomata i publicysta:

jego analizy wyróżniają się precyzją, niechęcią do uproszczeń i gotowością do formułowania tez niepopularnych, jeśli wynikają z chłodnej oceny sytuacji.

Pierwsze dwa prospekty Porsche — jak sam Jurasz podkreśla, do dziś najważniejsze w całej kolekcji — zdobył dla niego ojciec w salonie nie w Kuwejcie jednak, a w Genewie. Scena jest niemal filmowa: ojciec idący w jego stronę z publikacjami w ręku. To nie był tylko gest obdarowania, lecz początek kolekcji, która z czasem stała się imponująca. Ten obraz — jak przyznaje Witold — pozostał z nim do dziś, zarówno w pamięci, jak i emocjach. „Byłem dzieckiem. Wstydziłem się wejść do salonu i poprosić o prospekty, więc Tata poszedł i jak dziś widzę, jak idzie w moim kierunku z tymi dwoma prospektami pod pachą”. Te dwa konkretne katalogi nadal znajdują się w kolekcji i ich, jak mówi mi Witold, nigdy na nic nie wymieni. Nie są może unikatami na rynku, bo to standardowe prospekty dotyczące linii modelowej i transaxle z lat 80., ale z oczywistych względów pozostają bezcenne. Wyróżnia je mieniąca się naklejka z nazwą dealera. Co więcej, po latach Witold, będąc ponownie w Szwajcarii, odnalazł nawet dokładnie ten salon Porsche, w którym rozegrała się opisana wyżej scena — jakby domykając osobisty obieg historii.

Papier, który opowiada

W centrum kolekcji znajduje się Porsche — nie jako marka statusowa, bo wśród tysięcy prospektów są także rzadsze i bardziej prestiżowe marki, lecz jako fenomen inżynieryjny i kulturowy. Prospekty, które Witold gromadzi, nie są jedynie reklamami. To dokumenty technicznej wyobraźni: przekrojowe ilustracje modeli i silników, schematy pracy turbosprężarek w Porsche 911 Turbo czy zestawy z modelami, kasetami VHS i osobliwymi breloczkami.

Każdy z tych elementów stanowi zapis konkretnego momentu w historii motoryzacji — chwili, w której technologia osiągała granice swoich możliwości, a jednocześnie musiała zostać „przetłumaczona” na język klienta. Prospekty Porsche z lat 90. i początku XXI wieku są pod tym względem szczególne: operują językiem niemal naukowym, nie rezygnując przy tym z emocjonalnego napięcia, które buduje legenda marki, lub przemawiają do odbiorcy wyłącznie obrazem. W zbiorach znajdują się publikacje z początków marki — od modeli 356 — a także materiały dotyczące limitowanych edycji, takich jak Porsche 911 Turbo S Exclusive Manufaktur Edition, prezentowane w dużych pudełkach wraz z towarzyszącymi im modelami i dodatkami. To już nie tylko dokumentacja produktu, lecz kompletny zestaw narracyjny: od projektu po doświadczenie posiadania.

Trud zbierania: luksus wymagający cierpliwości

Ta kolekcja nie powstawała łatwo — i nie jest łatwa do utrzymania. Rynek prospektów najwyższej klasy, zwłaszcza tych związanych z Porsche, jest wąski, rozproszony i bezlitosny cenowo. Najrzadsze egzemplarze osiągają wartości liczone w tysiącach złotych za pojedyncze wydanie.

Jednym z najbardziej niezwykłych obiektów jest legendarne „pudełko” związane z Porsche Carrera GT — zestaw zawierający kasetę VHS oraz model silnika V10. To nie jest już prospekt w klasycznym rozumieniu, lecz wielowarstwowe doświadczenie: połączenie obrazu, obiektu i narracji technicznej. Tego typu wydawnictwa powstawały w minimalnych nakładach, często przeznaczone wyłącznie dla wybranych klientów lub dealerów, co dziś czyni je niemal nieosiągalnymi.

Zbieranie takich artefaktów wymaga nie tylko środków finansowych, ale także sieci kontaktów, cierpliwości i umiejętności weryfikowania autentyczności. To proces bliższy czasem pracy archiwisty niż hobbysty, ponieważ rynek pełen jest reprintów. Jak dodaje nasz bohater, istnieje pewne podobieństwo między dyplomacją a jego hobby. „Żeby zdobyć coś, co jest wydane w, powiedzmy, 1000 egzemplarzach, gdy chcących to mieć w swojej kolekcji jest kilka albo kilkanaście tysięcy ludzi, trzeba mieć kontakty. Tylko co to dokładnie znaczy? Trzeba być otóż lubianym. Rzecz w tym, że nie da się być lubianym, samemu ludzi nie lubiąc. Informacji do szyfrogramów też się nie da zdobyć, jak się ludzi choć odrobinę nie lubi. Nawet tych z drugiej strony barykady”.

Kolekcjonowanie jako metoda poznawcza

Hermetyczna nisza:

zbiór Jurasza należy do największych i najbardziej wyspecjalizowanych w kraju.

Nie sposób nie zauważyć paraleli między zawodową drogą Jurasza a jego hobby. Jako dyplomata funkcjonował w świecie, w którym detale — często pozornie drugorzędne — decydują o całości obrazu. Podobnie jest z prospektami. To materiały, które na pierwszy rzut oka wydają się jedynie estetycznym dodatkiem do produktu. W rzeczywistości stanowią jednak gęsty zapis intencji producenta: tego, co chce podkreślić, co ukryć, jak opowiedzieć historię technologii, by stała się pożądana. Kolekcjoner staje się tu czytelnikiem drugiego poziomu — analitykiem projektu i komunikacji.

Być może właśnie dlatego ta pasja tak dobrze współgra z jego publicystyką. W świecie uproszczeń i szybkich sądów Jurasz pozostaje wierny detalowi — zarówno w analizie politycznej, jak i w kolekcjonerstwie. I może właśnie w tym tkwi najciekawszy paradoks: człowiek, który zawodowo zajmuje się najbardziej abstrakcyjnymi grami sił, prywatnie wybiera coś skrajnie konkretnego. Papier. Druk. Precyzję. Ciszę kolekcji, na którą może spojrzeć każdego wieczoru, wymieniać się historiami z innymi kolekcjonerami i cieszyć się zdobyciem kolejnego unikatu lub samym procesem jego poszukiwania. I choć (jeszcze – dodaje Jurasz) nie posiada własnego Porsche, dzięki tej pasji zajmuje istotne miejsce w tej społeczności. 

Piotr Sielicki
Piotr Sielicki