Brzydkie kaczątko
Jako pierwsze auto z Zuffenhausen miało kluczyk w kształcie samochodu. Jako pierwsze wykorzystywało system Porsche Traction Management, a wariant Turbo robił setkę w pięć sekund. Wszyscy znamy legendę o tym, jak Cayenne w 2002 roku uratowało naszą ukochaną markę przed bankructwem, a mimo to, najprawdopodobniej wszyscy, którzy to czytamy, w momencie jego debiutu kręciliśmy głową z politowaniem, tłumiąc śmiech.
Chociaż sytuacja była bardzo daleka od zabawnej. W 1986 roku, w Ameryce Północnej, będącej głównym rynkiem zbytu, Porsche sprzedało 30 tysięcy samochodów. Pięć lat później było to ledwie ponad 4 tysiące i bynajmniej nie był to chwilowy dołek. W biurze pod Stuttgartem pękały ołówki i drżały ręce. Stery objął Wendelin Wiedeking. Pierwsze zmiany objęły proces produkcji, jego uproszczenie oraz unifikację niektórych części dla nowych modeli: Boxstera oraz pierwszego chłodzonego cieczą 911 generacji 996. Nowości pozwoliły złapać oddech, ale to wciąż było za mało. Zmagając się z głosami sprzeciwu wewnątrz firmy Wiedeking postawił na jedną, kontrowersyjną kartę: SUV-a. Dla jednych było to otwarcie bram piekieł, ale dla innych te wrota prowadziły do świata Porsche: bogate wyposażenie, mnogość opcji oraz celny strzał w rodzący się właśnie nowy segment wywindowały słupki sprzedaży i skutecznie odwróciły naszą uwagę od charakteru i sportowego ducha marki. Ale on cały czas tam był. Szkoda, że musiało minąć nieco ponad 20 lat, abyśmy jako fani marki to zrozumieli. Zrozumieli, że śmieszni w tym wszystkim byliśmy my, gardząc potrawą jeszcze przed jej spróbowaniem.
Z pozoru takie same:
Ale każdy ma swój wyróżnik. I każdy jest projektem w trakcie.
Od chwilowego trendu po silną społeczność
Od około roku na każdym porszakowym evencie, na jakim się pojawiam, słyszę zdanie: „Kupiłeś Cayenne? Ja też!”. Zarówno generacja 955, jak i jej poliftowy wariant o oznaczeniu 957, stały się hitem wśród miłośników jazdy po skałach i błocie w Arizonie czy Utah, aby niedługo potem zachęcić do podobnych aktywności entuzjastów z Europy.
O ile z początku fenomen obejmował głównie te bazowe egzemplarze („szukam 3,2 bez pneumatyki”, klasyk), o tyle na obecnym etapie łakomym kąskiem stają się bogatsze warianty: lista chętnych na GTS-a wydłuża się wprost proporcjonalnie do liczby elementów wyposażenia dodatkowego. Dość powiedzieć, że właśnie taki samochód doczekał się swojego wcielenia od departamentu Sonderwunsch, zaprezentowanego na Icons of Porsche, a unikatowy, błękitny okaz z konsolą PlayStation i ekranami w tylnych zagłówkach budził zachwyt na F.A.T. Ice Race.
Rewolucja 2002:
Bogate wyposażenie, mnogość opcji oraz celny strzał w nowy segment wywindowały słupki sprzedaży.W Polsce jednym z pionierów jest Filip Blank, którego historię mogliście już przeczytać na łamach Christophorusa. Wspominam o nim dlatego, że stanowi doskonały przykład. Dla jego rodziny 2+2 to właśnie Cayenne, a nie 911, stanowiło wymarzony początek przygody z Porsche. To możliwość przeżywania rodzinnych przygód, także poza utartym szlakiem. Jego śladem poszedł także mój brat, który po zakupie swojego egzemplarza porusza się nim na co dzień i zrezygnował z nowego auta w leasingu, a do kompletu szuka już 911 z tego samego rocznika. Wszystko to z poparciem siedmioletniego syna.
„Nigdy nie sądziłem, że SUV będzie tym klasykiem, przy którym będę dłubał z synem w garażu”, podsumowuje Marek. Dlatego kiedy po zdjęciach zapytałem każdego z właścicieli aut, które tu widzicie, co najbardziej ceni sobie w tym modelu, nie było zaskoczeniem, że odpowiedź była dokładnie taka sama: kompletność.
Taki sam, tylko że inny
Na pierwszy rzut oka zdjęcia przedstawiają trzy takie same auta w innym kolorze. Nic bardziej mylnego. Każde z nich ma swój wyróżnik. I każdy, niezależnie od tego, co twierdzi właściciel, jest projektem w trakcie. Bo to się nigdy nie kończy. „Stockowe samochody nie są dla mnie – zawsze muszę zrobić coś po swojemu. Dobre koło to must have, element, który według mnie zdobi auto w 80-90 procentach”, zaczyna Kuba. Później pojawiło się oklejenie, subtelnie nawiązujące do wersji Transsyberia. „To auto nie jest tylko środkiem transportu, ale czymś, co naprawdę oddaje mój sposób patrzenia na motoryzację i markę Porsche”. U Marcina koncepcja jest zgoła inna. Modyfikacje w miarę możliwości opierają się o fabryczne akcesoria Porsche, nadając tak zwany look OEM+, jak gdyby samochód mógł w takiej właśnie specyfikacji opuścić fabrykę. Marek wzoruje się na autach znanych ze Stanów i chętnie sięga po autorskie rozwiązania – takie, które pozwolą modyfikować samochód, unikając nieodwracalnych zmian. Kierunków i możliwości jest coraz więcej. I chociaż pewnie terenowe Porsche nie przebije w tym zakresie „jedenastki”, to już samo w sobie pokazuje, że podejście do niegdyś wzgardzonego modelu diametralnie się zmienia. Cayenne rozkwitło niczym baśniowe brzydkie kaczątko.
Kompletność:
Każdy z właścicieli samochodów na zdjęciach ma tę samą odpowiedź na pytanie, co najbardziej ceni w Cayenne.To wszystko ma swoją cenę. I to dosłownie, bo kwoty, jakie trzeba wyłożyć za zadbane egzemplarze, rosną z każdym rokiem. Trudno się jednak dziwić, wszak 955 już oficjalnie zostało włączone do sekcji klasyków marki. Mimo to, zupełnie jak w chwili debiutu, pozwala nowym osobom dołączyć do magicznego świata Porsche. A przecież wszyscy wiemy, że kto raz do niego wejdzie, już z niego nie wyjdzie.